Korportunizm,  Myślodsiewnia

Europejskim okiem, czyli korporasizm nasz powszedni

W zeszłym tygodniu w mojej służbowej skrzynce mailowej pojawiły się wyrazy solidarności dla protestujących w USA, obietnica zwiększenia zatrudnienia pracowników z grup dotychczas mniej reprezentowanych (African American and Hispanic American) i przypomnienie, że w firmie panuje polityka zerowej tolerancji dla rasizmu i dyskryminacji. I to jest fakt, nie wyobrażam sobie, żeby w tak zuniformizowanej i ugładzonej kulturze pracy było miejsce na głośne wyrażanie szownistycznych poglądów. Od razu zostałoby to zgłoszone do działu odpowiedzialnego za politykę antydyskryminacyjną i taka osoba poniosłaby konsekwencje.

W pewnych kulturach (a taką jest korporacyjna, ze swoimi regułami, politykami i szalona troską o reputację) relatywnie łatwo jest piętnować ewidentne naruszenie zasad; dużo trudniej jest wytknąć dyskryminację podskórną, wyrażającą się w lekceważącym sposobie mówienia, pogardliwych etykietkach, czasem też w niesprawiedliwym podziale pracy. Zwrócenie uwagi na “diabła w szczegółach” przynosi podobny skutek, co przypominanie o feminatywach; jest traktowane jak zawracanie głowy i czepianie się błahostek, gdy jest tyle innych, ważniejszych spraw. A są to właśnie drobnostki, rzucane mimochodem i nieświadomie (przywilej nie sprzyja świadomości), tyle że czasem mają większy wpływ na kulturę, niż odgórne zarządzenia.

“Zrzuć to na Filipiny/Indie”

Nudna robota? Czyszczenie baz danych? Kopiuj-wklej na cały tydzień? Zrzuć to na Filipiny/Indie/(wstaw dowolny kraj azjatycki, w którym firma ma zaplecze technologiczne). Słyszałam to wielokrotnie od szefów, gdy chcieli być mili i odciążyć mnie z pracy, kosztem naszych koleżanek i kolegów z Azji Południowo-Wschodniej. Pracujemy przy tym samym projekcie, na podobnych stanowiskach (czasem oni na wyższym), mamy wspólnego szefa, który to jednak mi proponuje, żebym czarną robotę zrzuciła na nich i zajęła się czymś ciekawszym.

“Oni są tacy tani”

Mamy stałe pensje, ale firma widzi nas jako człowiekogodziny za które płaci klient. Klient, tak jak i firma, jest zazwyczaj globalny i proponuje mu się zespół złożony z pracowników z Europy i Azji. Wartość człowiekogodziny jest wypadkową stanowiska pracownika i cennika obowiązującego w jego kraju zatrudnienia. Dlatego przy rozmowach o składzie zespołu można usłyszeć “dorzućmy im kogoś z Manili, oni są tacy tani”. Trzeba uczciwie przyznać, że kategorie cenowe stosuje się też do europejskich i amerykańskich managerów – tak logika sprzedaży ukształtowała ten język. Oni sami nie mają z tym problemu, potrafią nawet żartować, że “nikt ich nie chce, bo są tacy drodzy”.

Choroba filipińska

“Jak tam twoje zwolnienie? Już wyzdrowiałeś?”- zapytała managerka na telekonferencji pracownika z Filipin, puszczając oko do zgromadzonych w sali Włochów i Hiszpanów. Ironia jest ewidentna, zresztą nie raz mówiła, co sądzi na temat “filipińskich zwolnień lekarskich”, które pracownicy biorą praktycznie na żądanie i to oczywiście zawsze wtedy, gdy jest najwięcej roboty. Bo wiadomo, jaki jest ich stosunek do pracy i poczucie odpowiedzialności wobec “teamu”. Dlatego, jak mawiała moja szefowa, “nigdy nie ufaj Manili”. W szczytowej fazie projektu nagle pójdą na zwolnienie. Ważny plik wyślą z błędami. Wszystko tłumaczy się im kilka razy, a i tak potem

“Trzeba to sprawdzić europejskim okiem”

Tak, naprawdę tak powiedział. I powtarzał przy różnych okazjach, jakby zachwycał się że sklecił tak zgrabną frazę o swoim oku, pewien manager z Europy Środkowo-Wschodniej. Czy przeszkadzałoby mu, gdyby jakiś nowojorski czy berliński dyrektor narzekał, że boli go “zachodnie oko”, od sprawdzania, czy za Odrą znowu czegoś nie spartaczyli? Raczej tak, chyba, że dyskryminacja i poniżanie miałyby miejsce za jego plecami i zwyczajnie nie mógłby się poskarżyć na bycie dyskredytowanym w oczach współpracowników. A gdyby wiedział, być może powstrzymałoby go poczucie, że jest zbyt nisko w hierarchii. Tej pionowej oczywiście, bo w poważnej, międzynarodowej firmie inna nie istnieje (pilnują tego ludzie od polityki antydyskryminacyjnej).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.