Myślodsiewnia

Dlaczego trzeba dać spokój kobietom w przemocowych związkach (a dlaczego nie)

Być może znasz taką parę. On – pewny siebie, silnie oddziałujący na innych, może być włądczy, ale w grupie dominuje w sposób, któy ludziom nawet nie przeszkadza. Ona – w życiu zawodowym i towarzyskim może prezentować cały wachlarz osobowości i zachowań – może być nieśmiała, nieasertywna, spokojna, wiedząca, czego chce, skupiona na swoich celach, towarzyska, przebojowa, wycofana, dominująca. Nieważne. Przy nim zaczyna być przezroczysta. On bryluje, ona gaśnie.

Na przykład, impreza

No więc jesteście razem na domówce. On bryluje, ona stoi przy nim, raczej przygaszona. Gdy on znika na dłużej z jej pola widzenia, ona rozgląda się nerwowo, jakby bała się, że nie wróci. Widać, że czasami zachowuje się jak irytująca mucha nad jego uchem. Poza tym krążą plotki, że on kiedyś z ich wspólną przyjaciółką….No, ale to tylko plotki. Jeśli są prawdziwe, to trochę się mu nie dziwisz – widać, że dziewczyna musi być kontrolująca i osaczająca. Ale jeśli to prawda, to jakim cudem ona z nim została? Nie ma za krzty godności?

Ty byś nigdy sobie na coś takiego nie pozwoliła.

Potem okazuje się, że np. pomagał gospodyni kroić coś w kuchni, albo ta laska, o której słyszałaś plotki, że coś tam kiedyś się między nimi działo, wzięła go na spacer po ogrodzie. Widzisz, jak jej reakcje to miks ulgi (ok, wrócił), niezrozumienia i dociekania (ale zaraz…czemu on poszedł z tą kobietą na spacer po ogrodzie) i wstydu i upokorzenia (i wszyscy znowu widzą, że on łazi gdzieś z inną kobietą, a ja stoję jak cipa i czekam na niego) i złości (gdzie on znowu jest?!). Tą ostatnią być może wyleje na niego, zamieni się we wściekłość.

Bardzo słusznie, myślisz, wreszcie pokazała jaja.

Teraz on powinien zacząć ją przepraszać, albo wytłumaczyć się, a ona unieść się godnością. Może jak za jakiś czas, gdy pokaże że już stroni od takich zachowań, ona łaskawie mu wybaczy. Oczywiście, tylko pod warunkiem, że to się nigdy nie powtórzy. Wtedy nara.

Tak według Ciebie powinno być przynajmniej Ty na pewno tak byś się zachowała.

Tymczasem dzieje się inaczej. Ona wybucha wściekłością, albo jest zestresowana i robi mu wyrzuty. On krzywi się i odgania ją jak natręta. Nie ma ochoty teraz rozmawiać. Jego sprawa, gdzie był. Niech ona przestanie się do niego przypieprzać. Niech zajmie się czyms innym niż kontrolowanie go przez cały czas. Niech przestanie zachowywać się jak paranoiczka. Przynosi sobie samej wstyd. Wymija ją i rusza w stronę kolejnego rozmówcy, po drodze (a ta droga to tylko kilka metrów salonu) zrzuca z siebie wkurwioną-napiętą skórę zarezerwowaną dla partnerki, po chwili prezentuje dobrze znany szeroki uśmiech i ciepły głos.

Ups. Wlaśnie byłaś świadkiem czegoś bardzo nieprzyjemnego. Spodziewałabyś się teraz, ze Twoja przyjaciółka pokaże facetowi środkowy palec, naleje sobie martini i przez resztę wieczoru będzie się świetnie bawić, może flirtować, może upije się i zacznie tańczyć na środku pokoju z tym przystojnym i wolnym kumplem gospodyni. Albo może inaczej – wyjdzie z tej imprezy, pójdzie do domu, gdzie wystawi mu walizki, a sama zaszyje się w skórzanym fotelu, kieliszkiem najlepszego wina i książką. Ty byś dokładnie tak zrobiła, bo helou – życie jest krótkie, walić takich chłystków, trzeba się szanować.

Tymczasem z przykrością patrzysz jak dziewczyna kuli się, spuszcza głowę i opiera się o ścianę, tak, jakby koniecznie musiała się czegoś trzymać. Zasłania twarz, moze są tam łzy, a może grymas bezsilności i upokorzenia. Robi Ci się przykro, chcesz do niej podejść i zaproponować, że wyjdziecie na chwilę na dwór, żeby ochłonęła. Zbliżasz się z uśmiechem, ale ona tego nie widzi, bo już idzie w stronę swojego partnera. Ze skruszoną miną. On odwraca się zniecierpliwiony, idą na bok i po chwili widzisz, jak ona plącze się w przepraszających gestach i tłumaczy się, wyciągając do niego ręce. On stoi z kamienną twarzą, w końcu daje się (łaskawie, myślisz), przytulić, ona wtapia się w jego ramiona, jakby chciała tam zostać już na zawsze. Widzisz, jak on klepie ją po plecach, ze znużoną miną. Po chwili wraca do swojej rozmowy, a ona z niewyraźną miną próbuje znaleźć sobie miejsce wśród gawędzących znajomych.

What the fuck? – myślisz. Czy ona nie ma odrobiny dumy?

Ty nigdy nie dałabyś sobie tak w kaszę dmuchać.

Co się stało?

Prawdopodobnie właśnie stałaś się mimowolną obserwatorką typowej scenki z życia w przemocowym związku.

Pod hasłem “przemocowy” nie musi kryć się fizyczne dręczenie i obrzucanie wyzwiskami (choć niewykluczone, że to również dzieje się za zamkniętymi drzwiami). Przemoc może być realizowana na wiele sposobów, często bardzo subtelnych. Bywa trudna do wychwycenia. Czasem niemożliwa. Być może wcale nie wydaje Ci się, że to zachowanie przemocowe. Ja uważam inaczej i piszę o tym tutaj.

Jeśli w Twoim otoczeniu dzieją się podobne sytuacje, jeśli masz przyjaciółki, co do których wiesz (lub przypuszczasz), że padają ofiarą zachowań przemocowych, manipulacyjnych, czy po prostu krzywdzących, ze strony swoich partnerów, to być może zastanawiasz się, czy i co zrobic. Nie wtrącać się? Reagować? Jeśli tak, to jak? Może jesteś z tą osobą blisko i masz dostęp to poufnych informacji, na podstawie których jasno wnioskujesz, że w jej związku ma miejsce przemoc psychiczna i przewlekłe krzywdzenie. A może widujesz ją tylko okazjonalnie, albo jest bardzo skryta, i masz poczucie, że coś sie dzieje, ale nie do końca wiesz, jak to interpretować. Być może masz wątpliwości, czy należy interweniować – w końcu to wtrącanie się w sprawy osób trzecich, które wcale nie muszą sobie tego życzyć. Być może wiesz, ze coś się dzieje, ale nie wiesz, jak się w tej sytuacji zachować, żeby jej nie pogorszyć.

Niezależnie od powyższch, jest kilka rzeczy, które możesz zrobić na pewno.

Daj spokój, czyli nie kop leżącej

Przede wszystkim zapisz sobie wielkimi literami wszystkie porady i stwierdzenia o charakterze oceniającym – ona powinna mieć trochę dumy i rzucić go w cholerę, trochę godności, ja bym sobie nigdy nie pozwoliła, nie wyobrażam sobie, żeby mnie ktoś tak traktował – podkreśl kolorami, uroczyście przysięgnij sobie, że Ty właśnie tak będziesz się zachowywać i wracaj do tego, jeśli znajdziesz się w podobnej sytuacji. Życzę Ci, żebyś zaregowała asertywnie i podejmowała odważne decyzje, zrywajac raniące Cię więzi. Ale jeszcze bardziej życzę Ci, żebyś nigdy nie musiała mierzyć się z takimi sytuacjami, bo to wyniszczające doświadczenie, które godzi w Twoje najgłębsze poczucie bezpieczeństwa i intymności, podważa zaufanie zarówno do ludzi, jak i do siebie (bo jak to – ja się tak zachowałam? do czego jeszcze jestem zdolna?), a w wielu przypadkach – zaburza nawet poczucie rzeczywistości.

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.

Łatwo jest oceniać i projektować swoje rzekome dzielne i niezależne zachowania. Ale nie wiemy nic na temat swojego potencjalnej reakcji w sytuacji, której doswiadcza ta osoba. Nie mamy pojęcia, do czego możemy być zdolne, gdy ktos usunie nam grunt spod nóg i zacznie przyciskać najczulsze guziki. Może wiemy, na co jesteśmy odporni, bo już czegoś doświadczyłyśmy, i “nie dałyśmy się”. Ale być może w innych okolicznościach, w innym stanie emocjonalnym, z innym systemem wsparcia (lub jego brakiem) postąpiłybyśmy zupełnie inaczej.

Więc nie dokopuj jeszcze bardziej ofierze przemocy. Jeśli nigdy nie doświadczyłaś psychicznego dręczenia w skrajnie dysfukncyjnej relacji, to prawdopodobnie masz bardzo niewielkie pojęcie o tym, co ta osoba przeżywa. Jeśli doświadczyłaś, to może potrafisz wczuć się trochę lepiej, ale i tak do większości bólu i zamętu, jaki jest w jej głowie, nie masz dostępu. Po prostu zrozum, że tego nie rozumiesz.

Nigdy nie mów, że ta osoba “sama tego chciała”.

Że wiedziała, że to się tak skończy. Że sama jest sobie winna, bo się w to wpakowała. To dosć bezmyślne uproszczenia, które nie tylko nie mają wiele wspólnego z intencjami ofiary (naprawdę nikt nie chce przemocowej relacji i nikt nie “wie” że sie w nią pakuje), ale mają potężny ładunek protekcjonalnej krytyki “z pozycji mądrzejszego”, w dodatku obwiniają i deprecjonują ofiarę. To stwierdzenia z tego samego poziomu co powiedzenie ofierze gwałtu, że wiedziała w co się pakowała,upijając się w przezroczystej bluzce na dyskotece.

Nie mów, że ta osoba “musi to lubić”

Że “w normalnym związku by się nudziła”, że “widocznie kręcą ją takie emocje”. Ja sama, będąc w toksycznym związku słyszałam wielokrotnie takie teksty od moich koleżanek i strasznie mnie to wkurzało. Że niby jakie emocje lubię? Poczucie strasznego zawodu i beznadziei, rozpacz, osamotnienie, zagubienie, utratę zaufania do ludzi? Moje koleżanki twierdziły, że taki rollercoaster mnie kręci, bo współgra to z moją “szaloną” i przygodową naturą. To bzdury. Być może są na świecie jacyś ludzie, którzy wyraźnie i otwarcie powiedzą – tak, lubię przemoc psychiczną i poniżanie – i o nich można powiedzieć, że “kręci ich to”. Ja nie znam takich osób. Znam natomiast kilka takich, które trwają w przemocowych związkach, to chcą dokładnie tego samego, co mają ludzie w szczęśliwych relacjach – stabilności, przewidywalności, miłości i ciepła. Czemu w takim razie tkwią w takim związku? Bo innego nie mają. Bo strasznie boją się samotności i urwania relacji, która bywa bardzo krzywdząca, ale ma też “miodowe” epizody, które zaspokajają wiele podstawowych potrzeb emocjonalnych. Ktoś, kto znęca się od poniedziałku do środy, potrafi zalewać ciepłem, zrozumieniem i poczuciem bycia kochaną od czwartku do niedzieli. Czasami proporcje dobrych momentów do złych wydają się śmiesznie małe, ale dla osoby zanurzonej w takiej relacji są wystarczające, aby jej nie zakończyć. Bo być może to niestabilne i nieprzewidywalne źródło ciepła jest jedynym w ich życiu. Bo może to ich pierwszy związek i nie mają na własnej skórze porównania. A może to związek kolejny, ale osoba ma za sobą kilka nieudanych i straciła nadzieję, że może być inaczej. Może nie wyniosła z domu dobrych wzorców, nie ma wsparcia u rodziny, ma niską samoocenę i wierzy, że ten związek to maksimum tego, na co ją stać. Jeśli nie masz kochających rodziców, wiernego grona przyjaciół, którzy są chętni spędzić z Tobą każdą chwilę, albo stalowej pewności siebie, to świat bywa nieprzyjazny. Intymne relacje są ostoją, w którą uciekamy, żeby dostać trochę ciepła i poczucia bliskości z drugim człowiekiem. Dla wielu osób te sporadyczne i rzucane jak ochłap czułość i ciepło są lepsze, niż stabilna i przewidywalna pustka.

Wiem, że nie rozumieją tego osoby, które nigdy długotrwale nie zaznały takiej pustki, bo są z kochających rodzin i żyją w spokojnych związkach. Ale wiem, że wiele spośród tych osób cechuje się dużą empatią i wierzę, że wyobraźnia może pozwolić im postawić się w takiej sytuacji.

Nie krytykuj i nie wyśmiewaj.

Chyba nikt nie zrobiłby tego celowo prosto w twarz. Ale nie rób też tego za plecami ofiary, nawet jeśli uważasz, że jej zachowanie jest zupełnie bez sensu. Zwłaszcza na łonie towarzystwa, w którym dzieje się cała sytuacja – plotkując w oceniający sposób, osłabiasz tylko jej już i tak nadwątloną pozycję i pomagasz sprawcy przygotować grunt do jej dalszej dyskredytacji.

Nie rób sobie żartów.

Nawet jeśli uważasz, że sytuacja aż się o to prosi. Nawet, jeśli myślisz, że krzywe zwierciadło to dobra metoda na ukazanie takiej osobie, w co się ubabrała. Czasami one same żartują ze swojej sytuacji. To najczęściej smutne żarty, sposób na nienazywanie rzeczy po imieniu, gdy problemy wydają się bez wyjscia a spojrzenie prawdzie w oczy jest zbyt trudne.

Nigdy, przenigdy nie próbuj usprawiedliwiać osoby, która stosuje przemoc.

Jeśli go lubisz i uważasz, że w gruncie rzeczy jest fajnym gościem, to jest to problem. Władzę przemocowca nad ofiarą wzmacnia dobry PR i wysoki status tego pierwszego. Jeśli cieszy się ogólym szacunkiem i jest charyzmatyczny, to znacznie łatwiej “wyślizgnąć się” mu z pewnych sytuacji, dużo łatwiej przychodzi mu także zdyskredytowanie osoby, nad którą się znęca, w oczach innych (także w oczach jej własnej rodziny i przyjaciół). Zostanie mediatorem i próba “ukazania racji obu stron” może wydawać się kusząca, zwłaszcza jeśli przemoc dzieje się w związku małżeńskim, w którym są dzieci. Pamiętaj, że przyznanie się do bycia ofiarą przemocy psychicznej jest strasznie trudne i większość osób nigdy się na to nie zdobywa. Jeśli ktoś Ci zaufał, to potrzebuje raczej walidacji i zrozumienia dla swoich przeżyć, a nie mediatora, który naświetli dobre strony krzywdzącego partnera. Tych pozytywów na pewno jest sporo – może być dobrym ojcem, świetnym przyjacielem, zaradnym człowiekiem, czy oddanym społecznikiem. Osoba uwikłana w przemocowy związek najcześciej aż za dobrze zdaje sobie sprawę z dobrych cech partnera, bo sama nieustannie go usprawiedliwia, albo robi to za nią otoczenie. Jeśli nie jesteś zawodowym terapeutą, ani wynajętym przez parę mediatorem, tylko osobą, która chce pomóc ofierze przemocowego związku, nie broń oprawcy, choćby był nie wiadomo jak zajebisty.

Jeśli za bardzo lubisz (jesteś pod wpływem, boisz się) drugą stronę, to najprawdopodobniej daj sobie spokój, bo nie stając po stronie osoby cierpiącej, możesz wyrządzić jeszcze większą szkodę. Ale jeśli czujesz, że faktycznie chcesz pomóc, i nie robisz niczego z powyższych, to:

Nie dawaj spokoju, czyli pomóż się podnieść

Możesz zachęcać do terapii, warsztatów, czytania artykułów które naświetlają i pomagają lepiej zrozumieć niuanse przemocowych relacji, współuzależnienia oraz gaslightingu, który jest potężnym narzędziem w rękach osoby stosującej przemoc. Być może coś padnie na podatny grunt, ale nie przypisywałabym sobie wielkiej sprawczości, bo mimo wiedzy, przebytych terapii, wsparcia otoczenia, ludzie potrafią tkwić w takich związkach latami, bo huśtawka “dam ci trochę ciepła” – “zabiorę” – “moze znowu dam” uzależnia na poziomie najbardziej pierwotnych emocji, na zmianę daje nadzieje i rozpacz. A po tej rozpaczy nawet mały rzucony kąsek nadziei jawi się niczym ratująca życie obietnica.

Możesz skonfrotnować się z przemocowcem i obrzucić go błotem, możesz obsmarować go publicznie. Jeśli masz naprawdę wysoki status (np. w grupie towarzyskiej), to może uda Ci się go zdyskredytować w oczach znajomych, czy rodziny. Ale często tak się nie dzieje, bo przemocowiec (zwłaszcza psychiczny) działa bardzo zachowawczo, trudno mu udowodnić destrukcyjne zachowania. Często bywa cudownym synem, kochanym bratem, niezawodnym ojcem i przyjacielem. Może też być profesjonalistą w tym co robi, odnosić sukcesy i cieszyć się szacunkiem otoczenia.

Ale wiesz, jest coś co możesz zrobić na pewno. I na pewno przyniesie to dobry skutek, chociaż może nie uwidoczni się w działaniu. I na 100% nie zaszkodzi.

Zaproponuj odskocznię

Jeśli ktoś prosi Cię o spotkanie, to staraj się zarezerwować sobie jak najwięcej czasu. Jeśli to możliwe, zaproś tą osobę do siebie na noc, albo zaproponuj (jeśli nie mieszka z przemocowcem), że zostaniesz u niej. Miej w zanadrzu miłe rzeczy, miłe plany, śmieszne filmy, dobre jedzenie. Może niekoniecznie alkohol. Może macie w gronie wspólnych znajomych przyjaciółkę typu śmieszkę, której obecnośc zawsze poprawia wszystkim humor i jest gwarantem wesołego spotkania. Możecie spotkać się razem i zabierać ofiarę przemocy na jeden wieczór do lepszego świata. To tylko jeden wieczór. Ale jeśli będzie to jeden wieczór w tygodniu, to dasz tej osobie odskocznię, wytchnienie, zastrzyk dobrej energii (albo chociaż spokojnej pewności, że przez te kilka godzin nie spotka ją nic przygnębiającego). A kto wie, może podsuniesz jej, choć na chwilę troszkę inną perspektywę. Że wśród bliskich ludzi może być fajnie. Bezpiecznie. Wesoło. Taka perspektywa raczej nie popchnie jej do rewolucyjnych zmian. Ale kropla drąży skałę.

Jeśli to możliwe, to zabierz tą osobę na wakacje. Do miejsca, w którym będzie mogła się zrelaksować i bawić. Pomóż jej stworzyć warunki do zupełnie innego życia, chociaż przez kilka dni.

Wspieraj i bądź

Być może nie masz tak wiele czasu, bo ograniczają Cię obowiązki zawodowe, lub osobiste. A może Twoje poglądy i charakter nie pozwalają na tak duże zaangażowanie – bo nie masz cierpliwości, nie potrafisz zrozumieć trwania w takiej sytuacji, sama czujesz się oszołomiona i zagubiona, bo przyjaciółka ciągle zmienia narrację, mówi jedno, a robi drugie, przeczy samej sobie i rzeczywstości. Możesz nie mieć czasu, albo cierpliwości do prowadzenia cały czas tych samych rozmów, bo przyjaciółka kręci się w kółko na destrukcyjnej karuzeli.

Ale na pewno możesz robić jedno, niezależnie od dostępności czasowej i pokładów cierpliwości na trudne rozmowy – zapewniać o swojej przyjaźni. O wsparciu i szacunku, niezależnie od tego, co zrobi. Możesz pompować w nią dobrą energię, dobre słowa i poczucie, że chociaż Ty jesteś tym małym skrawkiem gruntu, na którym może stanąć, gdy świat usuwa się jej spod nóg.

Dobre zwierciadło

Jedną z kotwic która trzyma osobę w przemocowej relacji jest niska samoocena, brak poczucia sprawczości i niewiara w możliwość przejęcia kontroli nad własnym życiem. Często osoby te zostały toksycznie zaprogramowane już przez własnych rodziców, a ich niepewność i podatność na wpływy stworzyły idealny grunt pod manipulację przez toksycznych partnerów. Dlatego tak ważne jest psychiczne podbudowywanie ofiar przemocy, zmienianie perspektywy ich myślenia, pokazywanie im, co jest w nich wspaniałe i wartościowe, jakie są ich mocne strony, co cenią w nich inni. One często już dawno o tym zapomniały.

Niezależnie od tego, czy Wasze spotkanie trwa godzinę, czy dwie doby, zawsze znajdziesz czas na powiedzenie paru ciepłych słow. Nie mów byle czego. Nie rzucaj tanimi komplementami, w stylu “jesteś taka piękna, możesz mieć każdego”. Nie mów rzeczy, które mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Zamiast tego, wyciągnij na światło dzienne wszystkie cechy, które w tej osobie lubisz, szanujesz, które Ci imponują. Jej świetny gust w urządzaniu mieszkań, profesjonalizm w pracy, trafne uwagi, umiejętność słuchania, poczucie humoru, kreatywność w organizowaniu czasu dzieciom, talent w opowiadaniu ciekawych historii, to jak dobrze tańczy i ile kilometrów w upale potrafi przebiec. Jak zaczniesz o tym myśleć, to robi się to oczywiste – znasz tą osobę, masz z nią relację, którą nawiązałaś prawdopodobnie również dlatego, że podobały i imponowaly Ci pewne jej cechy. Jest duża szansa, że obie o tym zapomniałyście – ona, bo jej samoocena skurczyła się w toksycznej relacji, Ty – bo Wasze aktualne interakcje są wypełnione jej opowieściami o smutku, upokorzeniu, czy poczuciu bezradności. Ale świat po drugiej stronie szafy wciąż istnieje, a w nim jej aktualne zalety i sukcesy, a także źródło siły o dużej mocy – dobra przeszłość, do której można się odwołać.

Siła z przeszłości

Przypomnij jej o dawnych sukcesach, o momentach w których wykazywala się siłą, zdolnościami organizacyjnymi, czy przywódczymi, gdy zrobiła coś naprawdę godnego podziwu. W zależności od tego, jak długo się znacie (i na jakim etapie życia jesteście), mogą być to wspomnienia ze szkoły, studiów, pracy, z życia codziennego i towarzyskiego. Takie, które podkreślają siłę sprawczą, umiejetności kształtowania rzeczywistości przez osobę, która takie poczucie zapewne utraciła. Moze być to wspomienie organizacji wycieczki w góry dla znajomych. Albo przeprowadzenie wielkiej zbiórki charytatywnej w szkole dziecka. Albo ciasto, ktore wszyscy wychwalali. Największą moc mają albo rzeczy “spektakularne”, albo te, które wydarzyły się niedawno – pierwsze przypominają, że “nie ma rzeczy, z którymi by sobie nie poradziła”, drugie – że umiejętności radzenia sobie były u niej widoczne jeszcze niedawno.

Robiąc to, możesz powołać się na opinie innych osób. Naprawdę, nie zaszkodzi zacytować “Beaty, która mówiła, że nikt tak nie organizuje szkolnych pikników, jak Ty”, czy “Piotrka, który mówił, że chciałby mieć taką księgową, jak Ty”. Mimo tego, że przyjaciółka rozmawia z Tobą, to odniesie słuszne wrażenie, że doceniają ją inni, że mówią o niej w pozytywny sposób, że jest szanowaną członkinią społeczności. A to bardzo ważne, bo ofiary przemocy psychicznej często są dyskredytowane w swoim otoczeniu przez sprawcę i czują się społecznie wykluczone.

Z powoływaniem się na pozytywne wydarzenia z przeszłości i podbudowujące opinie innych wiąże się inna forma wspierania – przypominanie takiej osobie o innych zbudowanych przez nią relacjach, które wyglądaly zupełnie inaczej, niż obecna-przemocowa. To też jest bardzo ważne, bo nawet jeśli osoby żyjące z przemocowym partnerem zbudowały wokół siebie inne dobre i wspierające relacje (lub miały takie w przeszłości) to toksyczna relacja “nadrzędna” mogła je skutecznie przesłonić. Przypomnij jej o pozytywnych i trwałych relacjach, jakie ma z resztą świata – z dziećmi, rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi, koleżankami z pracy, z Tobą. O jej cechach, które sprawiły, że te relacje są dobre.

Nowe terytoria

Kolejną rzeczą, którą możesz zrobić, aby choć trochę pomóc osobie będącej w przemocowym związku, jest wsparcie w budowaniu jej poczucia sprawczości i społecznego “osadzenia” w praktyce. Dobre słowa i wpomnienia mogą być czasem niewystarczające, bo codzienne życie takiej osoby po prostu wyje, że teraz jest inaczej – toksyczna relacja mogła “zainfekować” też inne aspekty jej życia – relacje z innymi, karierę, aktywność społeczną, zainteresowania. Odbudowywanie (lub przebudowywanie) życia w pojedynkę jest trudne, zwłaszcza, gdy ma się ograniczoną wiarę we własne siły. Czasami wprowadzenie takiej osoby na “nowe terytoria” – czyli zaangażowanie jej w nowe aktywności, pomoc w poszerzeniu jej kręgu znajomych, wciągniecie w jakieś wspólne przedsięwzięcie (zawodowe, wolontariat, lokalną akcję, sport, rozwijanie zainteresowań) może być dużym krokiem w kierunku poprawienia jej sytuacji.


Być może wydaje Ci się, że taki rodzaj wspierania nie dotyka sedna problemu, czyli trwania tej osoby w przemocowej relacji. Jednak uzależnienie od toksycznego partnera jest raczej skutkiem, niż przyczyną. Źródło leży głębiej, w sposobie myślenia o sobie i swoim miejscu na świecie (zwłaszcza w świecie “namacalnym”, czyli kręgach rodzinnym, towarzyskim, zawodowym, lokalnej społeczności), w nadziei na poprawę, lub jej braku, w poczuciu sprawczości i świadomości istniejącego wsparcia.

Kim prawdopodobnie jest kobieta trwająca w przemocowej relacji?

Wbrew temu co możesz myśleć, i co może sugerować otoczenie, kobieta tkwiąca w dysfunkcyjnej relacji nie jest bezwolną, naiwną sierotą. Niezależnie od tego, czy jest bardziej przebojowa, wycofana, zaradna, czy polegająca na innych, ma w sobie pokłady siły, energii i niezależności, które gdzieś-kiedys zostały zduszone. We wspierającym otoczeniu i przy sprzyjających warunkach, cechy, które pomogą jej stanąć na nogi i nabrać poczucia sprawczości, mogą się rozwinąć. Jeśli jednak do jej ciężkiej codzienności dojdzie jeszcze krytyka ze strony koleżanek, podważanie jej przeżyć i opinii, pogardliwe i odtrącające zachowanie – jej poczucie odrzucenia tylko się zwiększy, a samoocena spadnie jeszcze bardziej, co tylko pcha ją z powrotem w ramiona przemocowca (jestem beznadziejna, robię z igły widły, przynajmniej on mnie od czasu do czasu przytuli).

Jeśli źródło ciepła jest tylko jedno, to prędzej zgodzisz się na zmienne temperatury, niż na perspektywę zamarźnięcia. Dziwisz Cię to? Mnie nie.

Oprócz tego, że kobieta tkwiąca w przemocowej relacji jest najczęściej po prostu osobą strasznie spragnioną ciepła, intymności i wsparcia, to zazwyczaj jest też po prostu dobrą i wrażliwą osobą. Może kiedyś miała piękne marzenia o bliskości i rodzinie, które ktoś bezczelnie wykorzystał.

komentarzy 6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.