Życie w Madrycie

Dlaczego nasza łazienka pachnie smażoną cebulą (a rano – świeżo parzoną kawą)

Wentylacja mieszkania to zjawisko, nad którym nigdy zbyt dużo nie rozmyślałam. Po prostu zawsze jakoś to było. Mieszkało się w domu jednorodzinnym, w starszych i nowszych blokach, w pokojach z dykty w Londynie, rozpracowywało się systemy ogrzewania, kuchenki indukcyjne, piece gazowe, chrapiących współlokatorów i mysie dziury. Ale jeszcze nigdy nie miałam sposobności zastanawiać się, czy i gdzie z mojego mieszkania ulatnia się powietrze i co to dla mnie znaczy. To wspaniałe, że można uczyć się przez całe życie.

Ale do rzeczy. Czemu biorę prysznic w oparach cebuli a przy sikaniu towarzyszy mi zapach kawy?

Tajemnicze dziury

Zanim odpowiem na to pytanie, pochwalę się, że spędziłam jedno przedpołudnie w Madrycie rozpytując po sklepach w sąsiedztwie, czy ma kto może jaką cegłę. Do sprzedania, oczywiscie. W sklepach z artykułami domowymi i remontowymi niestety jej nie było, czego nie rozumiem, bo co bardziej kojarzy się z domem i remontem, niż kawałek porządnej cegły? Poszukiwania przeniosły się więc na świeże powietrze, ze szczególnym uwzględnieniem śmietników, zaułków i okolic krawężników. W obliczu braku cegieł, zakupiliśmy piankę w sprayu oraz pewną ilość gipsu.

A to wszystko po to, żeby wypełnić pewną przestrzeń w salonie, która wychodzi prosto na dwór. Dziura, odkryta przez nas oczywisćie już po fakcie zakupu, była innowacyjną metodą obejścia budowlanych regulacji w zakresie wentylowania mieszkania. Żadne tam rury, dyskretnie wywiercone w ścianach, żadnego paprania się z mechanizmami, od których zwykłego człowieka głowa może rozboleć. Nasz deweloper po raz kolejny zaskoczył nas funkcjonalną prostotą swoich rozwiązań – wielkie dziursko.

Osobiście uważałam, że dziursko jest dość malownicze i zdecydowanie nadaje mieszkaniu swojskiego, naszego po prostu charakteru. W słoneczne dni cieszyłam się wpadającymi promieniami słońca, które dzięki resztkom kabli i kształtnej kratce tworzyły na ścianie piekny kalejdoskop. W moim odczuciu walory estetyczne rekompensowały drobne niedogodności, które przecież można było złagodzic za pomocą grubych skarpet lub puchowej kurtki, w zależności od tego z jaką mocą wieje grudniowy wiatr.

Roman był nawet skłonny się ze mną zgodzic, mimo tego, że bylismy akurat w tej fazie cyklu, w którym on gra ponurą ciotkę, a ja Polyannę ( role zmieniły się w styczniu, gdy on siedział w biurze, a moje home office w salonie nawiedziły mrozy). Wyjaśnię, że rola ponurej ciotki polega z grubsza na widzeniu rzeczywistości taką, jaką jest, a rola Polyanny na beztroskim śmieszkowaniu. Obsada zmienia się cyklicznie gdzieś w połowie miesiąca, przy czym ciotkę gra oczywiście to, które szybciej wyczyściło konto. Bieżące. Dzieje oszczędnościowych znajdują się gdzieś między działem historycznym, a future fiction.

Jak się jednak okazuje, w naszym postmodernistycznym dramacie Roman potrafi wyjść z roli i nałożyć na ciotkowe okulary różowe szkiełko i tak żeśmy spędzili parę romantycznych chwil puszczając telefonem zajączki, jak beztroskie dzieci, a nie trzydziestoletni konkubenci w rozpadającym się mieszkaniu. Jednak gdy zmierzch przepłoszył ostatniego zajączka, a w naszej dziurze nastała ciemność, Roman z poważną miną w następny piątek w gości przychodzą jego rodzice. Chociaż w ogóle się w żadne ciotki i siostrzenice nie bawią, bo mają swoje własne mury bez dziur i gazowe ogrzewanie, to Roman zaręczył, że w obliczu spędzenia całej wizyty w plaszczach, żadne zajączki nie będą grane, tylko rodzice bez żadnych wstępów dadzą wielkie, ciotkowe widowisko. Także żeśmy w try-miga dziursko załatali, w taki sposób, że Roman był Hausmannem, a ja Charles’em Marvillem, czyli on przebudowywał metropolię, a ja ratowałam przed zapomnieniem ginące aranżacje.

Dziura została wypełniona żółtą pianką w rodzaju tych, które często widuje się na budowie. Niestały charakter pianki sprawił, że jej część wyciekła drugą stroną i znalazła się na zewnętrznych roletach sąsiadki z dołu, czyli Starszej Pani. Warstwa wewnętrzna została pokryta gipsem i zamalowana i w tym momencie miejsce po dziurze prezentuje się nawet bardziej elegancko, niż reszta ściany, pokryta bobkami tapety natryskowej.

Okazało się jednak, że nasze małe okienko nie jest jedyną wentylacyjną innowacją w salonie. Po zdjęciu firanek i grubych zasłon zobaczyliśmy, że w rogu szyby jest wydrążona dziura, w której również znajduje się kratka. Słowem – świeżego powietrza nigdy dość. Te oryginalne rozwiązania miały chyba na celu spełnienie wymogów regulacyjnych, co nie do końca się udało, bo pani która przyszła ocenić, czy w mieszkaniu można zamontować instalację gazową powiedziała, że przy takiej wentylacji nie ma nawet opcji.

Okap

Budowniczy naszego mieszkania nie szczędzili oryginalnych rozwiązań, co odkryłam dzięki lenistwu i nałogowi. Nie mamy balkonu, więc na papierosa wychodzę na zewnątrz. Ale czasami, gdy wieczór leniwy, pada deszcz i siedzi się w dresie, człowiek może pokusić się o zapalenie “do okapu” – rozwiązanie pozornie higieniczne i utylizujące większość zapachu. Któregoś wieczoru, po zgaszeniu papierosa weszłam od razu do łazienki, a tam zapach tytoniu wisiał gęsto jak w jednej z tych kabin dla palących na lotnisku. Pomyślałam, że może to mój sweter ma tak wyjątkowe właściwości chłonne – powąchałam go, nic specjalnego.

Ale w kolejnych dniach, gdy zaczęliśmy więcej gotować, łazienka wypełniała się coraz to nowymi zapachami – cebulą, curry, cynamonem. Osoba siedząca w wannie czy na sedesie mogłaby zgadywać, co aktualnie dzieje się na patelni. Gdy odwiedzili nas palący rodzice Romana i wszyscy razem dmuchaliśmy do okapu, a potem ugotowaliśmy zupę, stało się jasne, że rura okapu jest połączona z kratką wentylacyjną w łazience, przy czym kierunek przepływu powietrza i nasycających go zapachów działa na zasadzie mniejszego zła, tzn. to w łazience będzie pachnieć tytoniem i burritos, a nie w kuchni kupą. Tyle dobrego. Roman utrzymywał jednak, że może odwiew okapu jest połaczony z łazienkową wentylacją, ale na pewno ciągnie się też dalej i wyprowadza zapachy na zewnątrz.

Otóż nie. Sprawdziliśmy – zdjęliśmy kratkę znad toalety i wsadziliśmy rękę głęboko w wyłożoną folią rurę, tunel zakręca o 90′ w stronę kuchni, ale nigdzie indziej. Na to zresztą wskazywałaby intensywność wędrujących po mieszkaniu zapachów.

Tak więc firma Lugacarma dostarczyła nam kolejnego powodu do wzruszeń i refleksji nad istnieniem jakichś regulacji, które wykluczałyby takie rozwiązania (jak również dokumentów/certyfikatów, które powinna była może dostarczyć przed oddaniem mieszkania do użytku).

Na pewno jesteśmy bogatsi o wiedzę, której nigdy nie byliśmy nawet ciekawi i teraz już wiemy, że kupując mieszkanie warto je porządnie obmacać.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.